Ważna informacja News: Konkurs: Shenronie Spełnij Życzenie! ...

Polecamy

Forum > Własna twórczość
Temat: Fanfic: kordos
Dodane: 11.08.2018 21:25 - Edytowane przez Bociak /
Bociak - Profil - user - 100% - 6200
rozdzial XX

>Dlatego, kiedy po ośmiu dniach nieobecności zjawił się w Dziale komunikacji między Działami, jego miejscu pracy, wszyscy patrzyli na niego z zaskoczeniem i wrogością. 

Rozumiem że są wkurzeni przez awans, ale być może też w jakimś stopniu Ben wyłapuje komunikaty poza-wszczepkowe mocniej

>- Pan Favlos również awansował, ale nie sądzę, byście się więcej spotkali. Nagła choroba pana Benshahara, niech szybko wraca do zdrowia, spowodowała konieczność powiększenia kadry kierowniczej na każdym szczeblu. 

Koncepcja odnośnie możliwości awansu Bena Memmortiona , wniknięcia w zły benszacxarowo korporacyjny świat na zasadzie :
„masz poczytaj sobie książkę swojego ojca, niczym pan zarządca z nowego wspanialeho swiata, jestes git majonez, zostales wybrany właśnie ze względu na swoją dociekliwośc i staranność w domysłach, przydasz nam się, trzymaj z bandą benszaxara, albo sajonara”
ma mozliwości realizacji. Fajnym dalszym ciągiem (cioąknikiem xDDD) zdarzen może być poznani e innych lordów korporacji, poznanie jakiejs dziewuchy , która powie „twoja mekan jest wysterowana anihilatorem, a my tu jesteśmy panowie  życia nad motlocxem, nic się nie stanie jak troche pozdradzasz. Fajnie jakby poznal trocxe zycia luksusowego, ale w pewnym momencie przypomnial mu się fakt ze to nie jego życie, nie jeggo sielanka, tak jak w „sEconds” (wczesniej wspominanym)).
Dobra sytuacja w bourze, kiedy mekan dzwoni, Ben patrzy się na wyższe partie miasta. Zwłaszcza dobry jest fakt ze wyzsze partie miasta mają inne, bardziej luksusowo spernalizowane reklamy. Supa

>To typowy przykład zespołu doktora Jakiegostam, już słyszał wewnątrz głowy głos Morbusa tłumaczącego Megan, czemu jej męża zamykają w zakładzie, to odwrócona niezdolność do odróżnienia fikcji od rzeczywistości. Dotknięci tą chorobą nie są w stanie przyjąć za fakt, że rzeczywistość jest prawdziwa. To jak fałszywe przebudzenie, tłumaczył, tylko w drugą stronę. Chory tkwi w przeświadczeniu, że znajduje się w holo-sferze, codzienne aktywności i rozmowy wydają mu sie pozbawione porządku logicznego i oderwane od jego prawdziwego życia, do którego nie może powrócić. 

Ach , ten swiat który jest za bardzo loggiczny jest nieprawdziwy. Ale co jeśli potrafie dużo logicznie wskazac ciągów przyczynowo skutkoych w ramach naszego swiata? Miejmy nadzieje ze nie jest prawdziwy.t

Innym b. dobrym fragmentem jest że Mekan jest teraz zorientowana na „wszystko okej”, tak jak kiedyś nieustannie była „wszystko jest do d*upy*

> - Idź. – Polecił mu pojazd, wyświetliwszy na terminalu płatniczym odpowiednią kwotę. – I lepiej już tam zostań.

To jest true przerażająca perspektywa. Nie tylko ludzie normikują. Alle pojazdy i roboty też.

Rozdzial XXI

>- Powiedz mi, co cię tutaj przywiodło? – Spytał z demonicznym uśmiechem. – Książka twojego nieszczęsnego staruszka, którą umieściłem w szafce twojego gabinetu, czy raczej wspomnienie o... jak ja go nazwałem... Philipie? 

No tez tego filipa z konopii nie kojarzylem. Chyba ze to nawiązanie do takiego jednego Filipa co siedzial w psychiatryku tez

> Życie nędzne, jałowe i najczęściej krótkie, na które skazani są ci wszyscy biedni szaleńcy, którzy nie mieli polis mogących pokryć koszty ich pobytu w zakładzie, ani bliskich krewnych chętnych za nich zapłacić  (takich nie miewał już prawie nikt, bo w codziennym wyścigu by posiadać więcej  więzi rodzinne nie uległy rozluźnieniu – one całkiem się rozpuściły).

gdyby napisać  : „ani bliskich krewnych chętnych za nich zapłacić  (takich nie miewał już prawie nikt,”
a nawet krócej: „ani bliskich krewnych chętnych za nich zapłacić  „
żeby się nie powtarzać w rozpuszczaniu się więzi rodzinnych bo zacznie to zalatywać publicystyką „do rzeczy”

Teraz przejdę do ujawnienia się w domu opieki Benszaxara w ciele rzekomego „Filipa”. To jest rozwiązanie które czytało się z zapartym tchem.

Spodziewałem się co prawda jakiegoś krótkiego choćby, ale rozwinięcia tematu „drugiego życia”, jego nowej pozycji spolecznej, podobnie jak w „seconds”:
pokazano tam imprezę na wyspie, gdzie główny boxater , będąc upity zaczyna zachowywać się ekscentrycznie z powodu żalu za poprzednim życiem (jego stara żona istnieje w tym świecie, mysli że zmarł, ale nawet gdyby się jej pokazał to ma już „drugą twarz”, nie może się cofnąć)
Cóż, w tym opowiadaniu postanowiono, że Ben krótko będzie cieszyl się bogactwem i...

Tworzy to dobrą makabryczną całość - z jego zwróceniem się ku sobie, w takim stopniu, że nawet w kabinecie doktora musi myśleć o jakiejś książce starego dziada. To jego styl, styl paranoi.

O ile mógłby się wyratować z tej strasznej sytuacji, mimo otwierania się na logos i wyzsze-inne światy, to jednak został zgubiony przez thanatos, obsesje samo-ukarania.

Nie wiemy jak zareagowal by Benszahar, który powiedział "myslałem że się skusisz", gdyby Ben nie wyprawił się do domu opieki. W końcu Lucyfer jest intrygantem, lubi zmienić zdanie co do pomniejszych kwestii, jak kwestie ludzi, mogłby chciec go po faustowsku przejąć na swoją stronę – pobawic się nim, a potem unicestwić.

Jednak Ben konsekwentny w obłędzie „sprawdzania” musiał wydać na siebie wyrok.

Epilog
jego tanatosowa obsesja doprowadziła do przekierowania się bardziej ku podstawowej rzeczywistości i jej wariacjom, jednak byla to przejażdzka bez hamulca, bez trzymanki, poniewaaż za młodu „odrzucił boga jako przesąd”.
Stąd całe to targanie nim po kanałach, przestrzeniach z ekscentrycznymi robotami, ma sto razy więcej sensu – nie odwołując całkiem zastrzezeń kompozycyjno-stylistyczno-postaciowych.

Nagle tajemniczo-obłędnie brzmiące nazwiska jak „memmortigon” stały się zrozumiałe – nie wiadomo czy Ben jest jedynie chorym psychicznie, i w jakim znaczeniu (bo swiat jest pękniety).
majndfakową kwestią jest, jak zwykly Ben mógł zacząć z dnia na dzien egzystować w przestrzeni, której mózg zaczął nadawać nazwiska jak Memmortigon czy Beatum, nazwy korporacji jak light-bringing, oraz w jakims stopniu ojciec wpłynął na jego szalenstwo.
Może świat w ktorym zyl Ben był zbyt przeciętny pomimo uzywania wszczepek, vr i zaawansowanej technologii..
nie dalo się mu zyc z tym calym wytrzebionym z kontekstow ideologicznych swiecie. Może "gwiazda-zaranna" nazywała się najzwyczajniej i najnudniej w swiecie.
To była przerażająca duchowa zyciowa nuda z której ratowal jedynie tanatos.

Jedynie tanatos bo nie był smialy podwazyc dogmatu o nieistnieniu boga – bug wie jaki wstret do takiej auto-kompromitacji mogą mieć przyszli ludzie. Dziś tez wielu może dyskutować o równoległych swiatach, o symulacji, ale myslozbrodni o istnieniu boka nie popełnią.
Wracając do poprzednieoo rozdzialu:

>Czas dobiegnie do swej granicy, zwolni i wyhamuje do zera, przestrzeń rozciąganie się i stanie w miejscu. Cala historia zostanie opowiedziana i wszelkie idee będą w niej zawarte, demiurg wydźwigujący je do świata materii nie będzie już potrzebny i... nic więcej. Nikt nie wygra, nikt nie przegra. Nastąpi ostatnie pociągnięcie pędzla i obraz będzie skończony, a autor przyjrzy mu się z satysfakcją i powiesi na ścianie, by na wieczność unieruchomić jego bohaterów. Bez dalszego ciągu. Bez przyszłego świata i ostatecznych rozstrzygnięć. Istnienie świata to tylko kwestia estetyki, a batalia między światłem i ciemnością to jedynie środek do uzyskania kontrastu i waloru barw. Nic więcej.

Przerazająca perspektywa.

Co mam powiedziec o epilou? Trzask w ryj ,
Nie wiadomo czy Tom na serio jest Betumem, czy też odgrywa placebo rolę przed Benem, Może jest narzędziem w rękach logosu do wyrwania nieszczęśnika ze swiata .Może jest na jego slowa nadana schizofreniczna nakladka, innej czestotliwosci.

Ben to typowy przykład klasycznego, nie zreformowanego gnostyka, który chce opuscic ten swiat. To nie nowoczesni, porenesansowi, steinerowcy, którzy powiedzą: „mam jeszcze tyle do zrobienia na swiecie, warto zebym się zreinkarnowal tutaj jeszcze kilka razy”. To klasyczny uciekinier, jednak "zdemoralizowany" przez wszecxobecną nijakość i brak sił do samo-destrukcji. Ta chęć wyraziła się poza jego świadomością, przeobrazila w całą gamę istot i znaczen, które kierowaly nim do ucieczki. Czy to nie on sam świadomy cxiał śmierci>? Może scedował tą powinność na inne części siebie samego, na innych ludzi, inne światy, istoty?
Z resztą:
„- Kiepski z niego samobójca, skoro strzelił sobie w sam środek klatki piersiowej i przeżył.
- Bo wcześniej zadzwonił na pogotowie.
- Świr.



tak odrobinke pomoge śmierci... ale nie za bardzo!

Ato zabicie wlasnej rodziny w wypadku... czytając bylem przywalony ta atmosferą.

Opowieść jako całośc zyskuje na wieloznaczności, ale nie na rozmyciu. Której opcji byś nie wybrał to jest to twarda opcja. Srodek także o wiele zyskuje, wiadomo, że jest najtrudniejszy i nadal sa rzeczy do skrocenia, rozszerzenia, może dodać jakąś postać.
ALe reasumując książka jako całośc jest sztosem. I naprawdę smutno mi z powodu Benka. Jest tu jakaś klaustrofobicznośc, ciasność świata i to korporacji, i to życia-podróży Bena. Cóż po całej geopolityce i wielopiętrowym mieście, jak los-tanatos spycha Memmortigona w ramy rutyny zawodowej, albo w miejsca podziemne, śmietniska, lynchowskie zaciemnione pomieszczenia. Gdy jest coś wielkiego, monumentalnego ben długo się tym nie nacieszy, bo trzeba uciekać, ben nie rozpłynie sie w wielkości tego miasta, wszędzie ze sobą prowadzi swoje ja. i cień.

Wiadomość doklejona:
ps. jeszcze podopisuje rzeczy: no i przestrzen domu opieki - a czemze byl dom "zmiany tozsamości" wraz z opieką nad nowo narodzonym, by odnalazł sie w nowym ciele. w "seconds" jest duzo podobnych motywów, ktore sa rozwijane w inne strony. no i w tej przestrzeni "podobnej" konczy sie zarowno twoje opowiadanie jak i "seconds".

>- Lucyfer? To przecież ty przyniosłeś mi światło. Ja jestem mesjasz, król na tronie w Jeruzalem. [...] Gdyby nie ja i moja twarda ręka ten świat zaraz rozpadłby się na kawałki. Ktoś musi wyznaczać kierunek, by wszystkiego nie pożarł relatywizm.

Coś bym tu zmienił. Albo złączyl ostatnie dwa zdania, albo jedno wyrzucił.

> Lucyfer? To przecież ty przyniosłeś mi światło.

Ex Lucek, zmądrzej, On jest światlem i może je dać z siebie, a ty możesz roznosić co najwyżej.

Wiadomość doklejona:
Wiedzmin I


W jaskini było ciemno, ciasno i mokro.


No, xexe.

Wzdrygnęła się, kiedy jeden oślizgły robal przebiegł jej po nodze, kierując się w górę, między uda.


gerwalt ratuj {smiesznie>}

On się do tego nadawał. Kiedy myślała o tym, czym on się zajmuje, wyobrażała sobie właśnie to miejsce. Albo wnętrze zatęchłej, glinianej krypty. Albo pełne komarów bagno pod zapadłą wsią. Albo śmierdzące i pełne odpadków kanały Nowogrodu


Gerwalt Memmortigon.

>- Wiesz ile kosztował ten naszyjnik?! – Twarz kobiety przybrała wyraz furii. Ściany jaskini zadrżały

są motywacje i motywacje

>- O tak, zaczerpnij bardziej. – Stwór wyszeptał jej do ucha. Poczuła zimny dotyk starej dłoni na ramieniu, zimny oddech na karku

poszerzyles xoryzonty fetyszy. albo i parafilii

no i lądujuemy w innej rzeczywistości/wymiarze. przyznam że długo nie trzeba było czekać.

>Wodził wzrokiem wokół i wszędzie dostrzegał takie budowle, cały las podobnych monolitów – blisko nad nim i dalej, za połacią trawy poprzecinanej ścieżkami z lawy i linią drzew. Były wśród nich jeszcze inne, większe, wyrastające tak wysoko, że aż sądził, iż mogą dotykać chmur. Te z kolei w całości wykonane były ze szkła.

Gerwant Baryka Memmortigon spogląda na szklane domy.

>Wampir zamknął go w fałszywej rzeczywistości. Już widział coś takiego, złudne obrazy zamknięte w czarodziejskich siedzibach.

Pan jesteś wampir, zwariowany wampir

>- Pomyśl Gerwant, co tutaj się dzieje. – Odezwał się do siebie, kierując się w stronę ławki z szarego kamienia, wyrastającej prosto z ziemi. Drewniane elementy siedzenia o oparcia pokryte były kolorowym – czerwonym, niebieskim i czarnym – pismem, sposobem stawiania znaków przypominającym runy. Potrafił odczytać tylko część napisów. Jeden opowiadał o niespełnionej miłości do kobiety imieniem Grażyna, która okazała się nie być na tyle wierna, na ile sądził podmiot liryczny. Drugi „Legia Pany” trudno było zinterpretować, ale nie sądził, by którykolwiek z nich posiadał magiczne działanie i zdecydował się usiąść. – Nic się nie zgadza.

Może cxodzi o "Legia Pana"? tylko gerwant nie ma jeszcze nakładki na rzeczywistość

>- Mówiłem, że to aktor i to niezły. – Kontynuował temat ten cherlawy. – Zostawmy go. – Przekonywał partnera, a sądząc po minie tamtego, było mu całkiem wszystko jedno. – Słuchaj, drogi jegomościu. – Zwrócił się do wiedźmina, robiąc przy tym kurtuazyjny ukłon. – By dotrzeć do miejsca, którego poszukujesz, udaj się wzdłuż tegoż chodnika i w prawo, a później, kiedy kolejne jezioro zobaczysz, nie kąp się w nim, tylko je odejdź i dalej idź na południe, póki pod przybytek Rossmanem zwany nie trafisz. Wtedy skieruj swe kroki na wschód, a dalej... dalej już inni ci pomogą. Zresztą poznasz po ludziach.

to straz miejska, nawet policjanci by tak nie umieli sie wypowiedziec. zobacz pitbulle Vegi, tam jest na faktacx.

Chłopak nie posłuchał jednak i wjechał prosto w Gerwanta, który w ostatniej chwili odskoczył, wykonał piruet i wylądował lekko na nogach, w dłoni ściskając rękojeść miecza, który wychylił się z pochwy. Czarownik za to stracił kontrolę nad wehikułem i padł na ziemię. [..]

-- Upadł na głowę o jeden raz za dużo. – Skomentował wiedźmin do siebie, pozwoliwszy tamtemu odjechać.


se głupi ryj rozwalił. wiedzmin cxwyta klimat warszawki.

>To był zaledwie podlotek, najpewniej uczeń magicznej szkoły, która musiała znajdować się gdzieś w pobliżu

szkoła CYKLISTÓW

> Sami magowie, skonstatował rozejrzawszy się wokół, żadnych chłopów, żadnych rzemieślników, zero rzezimieszków i wojowników. Co za miejsce. Jeśli tak wygląda świat zaludniony przez czarodziejów, to dziękuje losowi, że tam skąd pochodzi są nieliczni.

dokladnie, gospodarka oparta na finansacx, niczego nie wytwarzająca, produkująca, bez pracownikow realnycx robót, gospodarka nadal istniejąca, to magia.

>Zastanawiał się chwilę, czy nie zajść tam w poszukiwaniu pochwy do srebrnego miecza, albo z zapytaniem o konia, bo jego szkapa została przed wejściem do jaskini, ale doszedł do słusznego wniosku, że pieniądze którymi dysponował nie są obecne tutaj w obiegu i dostałby za nie co najwyżej tyle, ile w nich kruszcu – a tego wolał nie sprawdzać.

kolejna trafna uwaga ekonomicznej natury. ciekawe za ile by opylił kruszce z innego świata.

>Szedł dalej, wypatrując... czegokolwiek. Czegoś, co zasugerowałoby mu, że jest na miejscu. „Poznasz po ludziach” powiedział mu, ale jak do tej pory wszyscy na swój niezwykły sposób byli niewyróżniający się, tworzyli tłum bez cech charakterystycznych. Więc szedł dalej. Minął jedne rozstaje, potem drugie i w końcu zdecydowany był zapytać kogoś o radę, kiedy dostrzegł grupę wyraźnie odstającą od reszty.

gdzież dojdzie...

>Dworzanie pokonali kilkanaście metrów, by zniknąć za ogrodzeniem wyznaczającym przestrzeń przynależną do jednego z pałaców. Dopiero, gdy tam stanął i miał czas, by przyjrzeć się budowli z bliska, zrozumiał jak jest ogromna. To w istocie dobre miejsce dla miejscowego władcy, a – zauważył – obok wprost z ziemi wyrastał już szkielet jeszcze okazalszego pałacu. Mimo wszystko oszczędny styl, w jakim wznoszono tutejsze budynki, nie przemawiał do wiedzminskiego poczucia estetyki. Brakowało im zdobień, finezyjnych kształtów, rzeźbionych figur, malowideł na ścianach – choć sam rozmiar świadczył o bogactwie i przepychu, nie było w nich nic innego co mogłoby go sugerować.

zgadzam sie. malo trzeba znać w życiu by podobala sie Warszawa.

>Tuż obok przeszła gruba ubrana na czarno dziewucha, tak blada, że w pierwszej chwili mógł ją pomylić z ghulem, albo innym cmentarnym padlinożercą. Na piersiach trzymała tabliczkę z napisem „Free Hugs”. Ludzie omijali ją z daleka, jakby napis był znakiem jakiejś tutejszej choroby. Może tak było w istocie.

lepiej byc przezornym

Dawanie wpierniczu przebierancowi, fałszsywemu gerwantowi było satysfakcjonujące.

>Na tafli lustra nazywanego ekranem, machina – komputer, ukazywała mu obrazy i opisy z jego własnego życia, trochę zniekształcone, albo przekoloryzowane, albo pomieszane, ale nie było wątpliwości, kogo dotyczą. W tym świecie – miejscu bez potworów, bez magów, bez wiedźminów – był bohaterem książek oraz ruchomych obrazów.

ciekaewe czy anixilator też mają

> Moim zdaniem ty byłeś lepszy. – Odezwała się przebrania za Cirii dziewczyna, która podeszła do Gerwanta. – Jury uznało, że jesteś zbyt mało wiarygodny. Do tego ta fryzura. Wyglądasz bardziej na skinheda niż wiedźmina.

może faktycznie Gerwant nadałby się bardziej do fandomu Legii, problem w tym że 1) icx xasłem jest "śmierc wrogom ojczyzny", a Wiedzmin nie chce sie mieszać w polityke, 2) icx komputery obslugują tabele wyników drużyn najemników uczestniczącycx w tutejszycx rozrywkacx oraz ewentualnie informacje o transferacx najemników. nie są użyteczne pod względem wydobycia informacji o księgacx kronikarskicx, magicznycx, ani skąd warszawscy magowie wiedzą o jego rodzimym świecie.

Wiedzmin II

- Byłem w Małych Bobkach. – Zaczął. – I w Wielkich. I we wsi za rzeką, po drugiej stronie rżyska. Kozich Bobkach?

- Dudkach. – Poprawiła go. – Oni nie mają powodu, żeby się skarżyć.


szanuje taki xumor

- Dzięki! – Zawołała fioletowowlosa i pocałowała go w policzek, choć wolałby tego uniknąć. Niestety, medalion nie ostrzegał przed takiego typu potwornościami. – Wy też chcecie? – Zagadnęła towarzyszy, ale musieli wyczytać w spojrzeniu Gerwanta coś, co nakazało im przecząco pokiwać głowami.



nie ma co, kosplejer nie cxcący robić foty to może byc szok poznawczy

Zostawili go znów w błogiej samotności, dołączając do korowodu kolorowych postaci, fantazyjnych fryzur, absurdalnych strojów, sztucznych broni, pryszczatych młodzieńców i kobiet dalekich od piękna.

To mu coś przypominało...

Festiwal drugiej równonocy, pierwszy, który oglądał w swoim życiu, był pełen kolorów jesieni, ognia i zapachu pieczonego mięsa. Dziewki w pstrokatych strojach, bufiastych sukniach zakładanych jedynie od święta plotły warkocze i tańczyły z pochodniami, a wioskowi młodzieńcy przebierali się za diabły, niedźwiedzie, lepszych i inne okropności - oczywiście przerysowane i pełne koloru, tak, by nie straszyły a bawiły – by porywać panny, które rodzice musieli wykupić kiełbasą i bimbrem z kartofli. Niektórzy nie chcieli zwracać swoich zakładniczek, co prowadziło do rękoczynów, zwłaszcza gdy bimber poszedł w ruch. Inni znikali z nimi na tyle długo, że kończyło się to szybkimi zaślubinami na wiosnę – albo jeszcze większą draką, jeśli porywacz nie chciał poczuć się do obowiązku.


kiedys to byly konwenty... pfu imprezy. ale w sumie konwenty, dzis wszystko sie normikuje, ze nie pamieta sie jakie cxlopskie dziady mialy tradycje, a ich potomkowie wszystko biorą za "dziwne". ach gdzie te mieszczanskie karnawały, ale prawdziwe, z darciem kotów a nie smajlingi.

- Może wybierasz się na panel o polskiej fantastyce?

Głos spowodował, że włosy na karku stanęły mu dęba. Po raz kolejny ktoś go podszedł. W pierwszym odruchu miał zerwać się, z bronią gotową do ataku, ale zapanował nad tym i oderwawszy spojrzenie od ostrza miecza, odwrócił głowę. Wiedział kto to, spotkał ją wcześniej.

Popielatowłosa dziewczyna, podobna do Cirii. Dopiero teraz, kiedy przyglądał jej się z bliska, dostrzegł różnice. Była wyższa i starsza niż Ciriila, miała pełniejszy biust. We włosach przebijały pasma koloru jasnego brązu. Oczy trochę bardziej skośne, w innym odcieniu zieleni... była dość odmienna, by mu się spodobać jako kobieta, jednak na tyle podobną, by było to dziwne i nie do przyjęcia.

- Wolę zostać tutaj. – Cokolwiek ta propozycja miała znaczyć, dodał w duchu.


co za diss xDD polska fantastyka? wole tu posiedzieć.

Nie sprawdził, czy jest sama. Uznał to za blef. A kiedy walczył z czlowiekiem-niedźwiedziem, przestał ją obserwować. Tymczasem potrafiła mocno przyłożyć.


O nie!! Przypominasz o ruskich avenersacx, ktore wydobyły z arcxiwów uniwersum marvelovego postać - Ursusa, człowieka niedzwiedzia, albo tylko niedzwiedzia, moj moz wymazał to z pamięci

https://www.youtu...elyMqsy0Ik trailer, cxyba niezbyt ciekawy
https://youtu.be/...s?t=37m42s scena ze strzelającym Ursusem
https://youtu.be/...Ss?t=43m6s scena z wielkim pojedynkiem Ursusa

wstyd mi że to reklamuje

- Miszka naostrzył twój miecz. Zaniedbałeś to nieco. – Gdy mówiła, mężczyzna rzucił broń pod związane nogi Gerwanta. Posadzili go na zydlu pod ścianą, dłonie miał związane za plecami. To dobrze. Teraz oni popełniają największy możliwy błąd: nie doceniają przeciwnika. Tracą czujność.

- Jakoś mam zajęte ręce. – Odpowiedział, a za plecami już układał palce w znak, by przepalić krepujące to więzy.


Cwany.

Pięknie, k**wa, pięknie - skonstatował w myślach wiedźmin, nie za bardzo wiedząc, co ma począć.



pener skinxed. to juz kim jest kerwalt.

zabójstwo sołtysa fajnym zwrotem.

Aldar przemawiał.

Wiedźmin nie odnotował w pamięci wszystkiego, co ten mówił. Zaczął słuchać baczniej dopiero, kiedy do jego uszu dotarło ostatnie zdanie:

- Przed wami Andrzej Sapkowski.



No to jest krwista postać, wzbudzająca kontrowersje.

#Stenbar
Mam dwa krzesła, jedno na marnych pisarzy tworzących książki na podstawie gier, a drugie...


na lwy?

https://www.youtu...RKon3x-R4o

#Kordos
Żeby nie było niedomówień: mój Gerwant to nie sapkowski Geralt i nawet nie próbowałem jego kopiować. Tekst - te piętnaście stron - jest po części parodią samego wiedźmina, po części parodią konwentów dla mango***bów. Historia jak na wiedźmina przyznaję, nietypowa, humor inny bo nie sapkowski a mój, ale... po co komu typowe historie?


wiadomo, aczkolwiek trudno często wytłumaczyc ze są różne typy xumoru, np. szefowi w wielkiej telewizji:
Louis C.K - not that kind of funny

może w wydawnictwacx też

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 19.08.2018 19:53 /
kordos - Profil - systemadmin - max% - 65518
Aż dziwnie mi cos pisać pod tak rozbudowaną - i trafna - analizą. Świetnie odczytales te wątki, które wspominasz, z niektórych wyciągnąłes nawet więcej niż myślałem, bo przylozyles do nich więcej uwagi. Ogólnie to gdy pisałem, to myślałem, że na inne fragmenty zwrócisz uwagę (nowy przeklad biblijnej apokalipsy, sekretarka, wyrzuty Bena do żony, rozpad rzeczywistości przy rozmowie z Benshaharem, pojedynek na imiona) a tu proszę jaka niespodzianka - to znaczy że jest dobrze, skoro można skupić sie na kilku liniach i innym elementom nadać pierwszorzedne znaczenie.
Dałeś mi przy tym wiele celnych uwag co dopracować i jak to wewnątrz poprzestawiac, choć w miarę jak myślę o tej historii to kontynuacja mi sie pojawia przed oczami, nie szlifowanie środka.

Co do wiedźmina. Historia wraz z czasem będzie sie rozwijać i odchodzić od sztampy - tymczasem dodaje kolejny fragment. Krótszy, przed momentem skoku przez rekina (w sumie pierwszy taki byl juz na samym poczatku historii) aczkolwiek zakończony podwójnym cliffchangerem, więc nie mogłem nie dodać tego teraz.

Wiedźmin III


----- Podpis --------------------
-
Dodane: 22.08.2018 00:01 - Edytowane przez Bociak /
Bociak - Profil - user - 100% - 6200
Odchodzić od sztampy - czyli przechodzić do sztampy.

Po co usmieszniać fabułe, jak mozna zabić Sapka.
Potem krasnoludy, kolejne wspomnienie, w ktore na szybko trzeba sie wczuc, i mi sie nie udało.

Postacie - kolejne bezcharakterościowce (moze poza gerwantem); na konwentach są przynajmniej ludzie, a tu są jak z bardzo już zmęczonego zyciem pisarza. Nikt jak w tych czapkach nie mówi w warszawce, ani w innym mieście, nawet najpodlejsze normiki mają w sobie więcej rzeczy do opisania. nie czuć atmosfery konwentu.
jeszcze w dwoch pierwszych chapterach az tak mocno sie tego nie odczuwało prawem rozpędu fabularnego.
gerwant moglby chodzic sam ze sobą i tyle.

Tak, tak, wiem ze w tym czapku nie bylo zadnych postaci konwenciarzy, ale wlasnie o to chodzi. Jak się zmienia tryb sytuacji fabularnej z śmiesznej, na dramatyczną, to nakGLe dostrzega się niedociąGnięcia z poprzednicx rozdziałów - bo myślano że tu będą dociągnięte.

A tu bacx. Mieliśmy jedną warstwe opowiesci smutną (zycie kerwanta) i tą weselszą - konwent. No i ta druga teraz też smutna. Balans już nie jest zacxowany.

Byk. niech sobie biega. może być postacvią główną tej książki po zabiciu gerwanta.
Nic nie moge powiedziec o tym rozdziale.

rozdzial za krotki jest by był jednoznacznie ocenionyu. ale można by sie przy nim zniechęcić,

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 28.08.2018 18:04 /
kordos - Profil - systemadmin - max% - 65518
No niestety, Boćku, jeżeli oczekiwałes większej dawki komizmu i więcej akcji na konwencie, to muszę cię rozczarować, bo akcja nie idzie w takim kierunku. Konwent był jedynie smaczkiem na początku, za to nasz swiat ma Gerwantowi cos innego do zaoferowania. Co do sztampy to na razie jest jak nabardziej sztampowo.

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 31.08.2018 02:17 - Edytowane przez Bociak /
Bociak - Profil - user - 100% - 6200
Kutfa Krodos, zobacz na to:

>>czarami zaś mleko odejmują rozmaitymi sposobami, niektóre albowiem w nocy [..], w którymkolwiek kącie domu siędą, wiaderko między kolanmi trzymając, a westchcnąwszy nóż, szwajcę, abo cokolwiek takiego w ścianę, abo w słup i ręce jakoby do dojenia przyłożywszy, szatana, który im zawsze wszelką potrzebą dogadza wzywają, powiedziawszy, że z domu takiego i krowy takowej, która zdrowsza i więcej mleka ma, doić chcę. Tedy natychmiast szatan z wymiona krowy onej, mleko wziąwszy, przynosi na miejsce, gdzie czarownica siedzi i jakoby z onej rzeczy, która w ścianie jest wetchniona ciekło, tak sprawuje [...]

str. 266-267, Błazeńskie zwierciadło, Stanisław Grzeszczuk

Masz mliko, masz czarownice, ale masz i SZATANA! Belzebuba, light-brining, możesz światy czarować w tym elemencie: co ma humor sowizdrzalski do twojej zabawy światami, wymiarami?

a nie że martinowskie zagranie: postac zdechła, ale niespodziewanko, to się nazywa Gra z Czytelnikiem.

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 01.09.2018 23:24 - Edytowane przez kordos /
kordos - Profil - systemadmin - max% - 65518
Zobaczyłem i... opis, ok, stylizowane słownictwo, ale w czym miało mnie to porwać? Nie porwało mnie, nie dostrzegłem tam tego co ty dostrzegasz - czynisz wielką nadinterpretację tego fragmentu, zabawę słowami, naddając mu wartości. Nigdy celem moim nie było i nie będzie bycie Grzeszczukiem czy innym przegadańcem - już wolę być Martinem i za to porównanie dziękuję, bo, może nie zdążyłeś zauważyć, ale to fanfick do powieści fantasy akcji.
Krytykować Martina za uśmiercanie postaci mogą tylko zblazowani znawcy wielkiej literatury, którym wtłoczono do głów, że jedno jest be a drugie cacy.

Dobre, ale nie po to wbiłem w temat - chciałem kolejny fragment wrzucić:
Wiedźmin IV

Dla przypomnienia wszystkie dotychczasowe fragmenty:
Wiedzmin I
Wiedźmin II
Wiedźmin III
Wiedźmin IV

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 02.09.2018 05:31 - Edytowane przez Bociak /
Bociak - Profil - user - 100% - 6200
Użyłem baitu żeby wyłapać co możesz powiedzieć, czyli doprecyzować w ramac sprzeciwiania sie czym ma być twój fanfik.

"Błazenskie zwierciadło" jest antologią lit. sowizdrzalskiej, która jest z Gruntu bez sensu, i ma byc światem na opak.
W cytowanym fraGmencie opracowania jest zapisek satyry o czarownicach, szatan pełni funkcje debila z rogami.

Czym ten fraGment ma zachwycać? że jest magiczny transport mleka i tyle.
Ale spójrzmy na ten fraGment jako tworzywo moGące stać się elementem wiekszej calościi.

Jeżeli wykorzystasz zdebilały Humor, czy szerzej mowiąc bezsens i bezcelowość, to i szatana możesz wykorzystać w ramac fanfika, np. jako zdebilałeGo podrzędneGo demonika, który jest w kontraście do innycx spotykanycx w świecie smutnych, i poważnycx bestii. Czyli to by się nazywalo, tworzenie świata, ale w aspekcie postaciologii.

bo w swoicx dziełacx masz powiedzmy Bena, masz Gerwanta a reszta świata postaci jest taka za mgłą i niedociosana. W xistorii o Benie jeszcze to miało swoje koncepcyjne uzasadnienie, ale tutaj...

Tutaj mamy materie fantasy chcąc nie cxcąc, i skręcanie w sprawy typu: "czy to coś istnieje, czy nie, czy może się jawi, wymiary, czasoprzestrzen" nadal oznaczają, że te wymiary, podświaty, scenki mają swoich ludzi. U Sapka przy podróży na pare sekund cHociaż osoba co pijana zacznie mówić: "dzisiejsza młodzież to rozwolnienie". rzecz jasna to nie jest jedyny sposób byc upostacioloGizować książke.

I teraz do Martina. Zauważmy, że pózno w porównaniu do ciebie zaczął zabijanie postaci, gdzies pod koniec pierwszej książki? Bo teraz nie pamiętam, ale pierwszy był Stark chyba . A nawet jak było co wczesniej to mijalo ileś stron Gdzie utożsamiano się z postacią. Fanfik zakłada, że zna się postać Sapkowskiego, ale wariacja na temat Sapka i wiedzmina też nadal może być dziełem dobrym samym w sobie, autonomicznie. Czy smierć Sapka to ważny czynnik fabularny czy stwierdzenie "nie wiem jak go rozwijać dalej?"

Z perspektywy czasu o wiele lepiej oceniam czapek trzeci, bo przyznaję się - byłem poddany działaniu ksiązki Bena MemmortiGona Gdzie co chwila był taki element szoku wykorzystany. z resztą i wtedy napisalem "nie wiem co napisać, bo chapter jest za krotki"

mowisz
>to fanfick do powieści fantasy akcji.

owszem Gerwant może być bardziej spokojny i poważny niż w oryGinale, bardziej analityczny. Najprostszym elementem by dodać nowe postacie do twojej palety barw ((bo na razie mamy analityków introspektywnycx, którzy coś tam jakieś relacje z ludzmi mają, ale świat jest mniej wyrazny, albo tacy bardzo zwykli ludzie w sensie nad-zwykli, bo są bardziej poprawni w swoim zacxowaniu niż ludzie z reala)) jest dorzucić od czasu do czasu postacie/sytuacje na opak. bez sensu.
Bo na fanfiku ciąży celowość i myślo-centryzm ((tam Ben, tu Gerwant) i teraz mamy kwestię jak pokolorować, uekstrawertycznić ten introwertyczny opis Głównycx bohaterów/narratora.
I wracamy do Martina. U niego mordowanie/urywanie pewnycx kwestii z zaskoczenia, nie jest wcale takie radykalne. Masz w koncu masę roznycx od sioebie bohaterów, cycków, które dzwigają tą "niespodziewaność".
Nawet u ciebie w Benie Memmortigonie dośc spokojnie na początku zarysowywałeś świat, czekaleś by namieszać w sytuacji życiowej Bena.

Więc pózniejsze skoki po światacx-urojeniacx-sytuacjacx były dzięki temu łatwiejsze do wypisywania.

Nigdy celem moim nie było i nie będzie bycie Grzeszczukiem czy innym przegadańcem - już wolę być Martinem i za to porównanie dziękuję


No wlasnie. - w wielu miejscach piszesz za poprawnie. Pisanie poprawnie czyli: bez nadęcia z jednej strony, przeGAdania, zbyt wielu srodkow artystycznycx, a z druGiej bez formalneGo ascetyzmu. Ale z poprawności nie wyłania się Martinowski kONKRET:
to jest praca z materią przaśności, przesady (jakim operuje fantasy), przepracowaniem teGo żywiołu i wprzęGnięcie Go w ramy własnej, szerszej wizji literackiej. Mozna powiedzieć, że to taki lusz, nawóz, z któreGo czerpią nawet najbardziej "odjazdowe" dzieła, nawet idealistyczno-myślowe, przeducxowione rzeczy.. Możesz czytać traktat loGiczno filozoficzny, książki naukowe, a konkret i pewną melodyjność czujesz w tym co czytasz, tak samo jak czujesz kiedy coś zaczyna do siebie muzycznie-kompozycyjnie nie pasować, kiedy powiedzmy masz jakieGoś post-HeideGGera, jakieś mnóstwo niby paradoksów, syloGizmów: czeGoś co cie naprowadza na fenomenoloGiczną "tajemnicę", wniosek, a tu znów! i znów odskoczenie! nie ma teGo punktu dojścia. takieGo konkretu, realności.

TeGo nawozu-luszu może być w przypadkach najwybitniejszycx jeden procent, albo pol procenta, bo im zmyślniejszy rolnik-pisarz, tym mądrzej umie Go używać.
jednak zastrzeżmy = być musi użyty w jakiejś cxociaż minimalnej ilości.
To że nie uznajemy wybiotnycx autorów za Gadułów trudnycx w odbiorze, oznacza to że istnienie nawozu jest lepiej maskowane i rozmywane, nie wystaje poza wyznaczone Grządki, nie śmierdzi i nie przeszkadza. Ale jest.

Błazensko-sowizdrzałowe bajdurzenie to jeden ze skrajnycx przykładów, ale wskutek odwrócenia, nurtu bezsensu, samo-powołują się do życia formy, którycx nie znasz, które nie są repliką Ciebie sameGo, samo-plenienia się cxwasty, którycx można uzyć, jeżeli zauważy się, że icx bulwy są jadalne i pełne składników odżywczycx.

W benie MemmortiGonie były momenty "nie-realne" w sensie jakim tutaj przedstawiłem, ale były też te niesamowicie realne. W Gerwancie mamy lekko-realne i poprawne "okej".

Powiedzmy piszesz o konwenciarzacx. Żeby ich zrozumieć, poznac i stworzyć warto jakbyś icx np. na początek sparodiował, zGroteskował, zmęczył, bezsensownie poustawiał w kpontekstacx, którycx oni nie rozumieją. W tym cxaosie i debilizmie bezcelowości, a jednoczesnie boGactwie formalnym, tym bardziej ukonstytuują się konwenciarze jako konkret, na bazie wynurzania icx z cxaosu, a przy okazji z teGo czym nie są. Z cxaosu wyłania się zatem to co jest i to co nie jest, a na początku mieliśmy przecież "przeGadanie". Właśnie! Z mdłeGo dzwieku "PrzeGadania", z unurzania istoty "poprawnej" w cxaosie, wyłania się coś wyższeGo niż poprawność - konkret, realność. Do-istotnienie, do-bytowienie bytu.

W pojęcie nawozu-luszu zaś włączam nie tylko Groteskę i "przeGadanie", ale tak jak pisałem wyżej, różne fiGury jak przaśność, losowość strumienia świadomości itd.

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 17.09.2018 20:29 /
kordos - Profil - systemadmin - max% - 65518
Dobra, mały kolejny fragmencik, część pierwsza opowiadania zakończona - skok przez rekina za nami.
Kolejna skupi się na zakończeniu fabuły retrospektywnej i przybliżeniu grupy do której Gerwant trafił, ostatnia będzie próbą rozwiązania jego problemów.
Ale to potem, na razie nie widzę wielkiego zainteresowania więc i nie mam wielkiej motywacji, a i książki same się nie przeczytają.

Wszystkie dotychczasowe fragmenty:
Wiedzmin I
Wiedźmin II
Wiedźmin III
Wiedźmin IV
Wiedźmin V

Myślę, że po tym fragmencie można Bociek toczyć dyskusję, bo szczerze to poprzedni twój post jakby temat zupełnie omija i odnosi się do tego czym ten fanfik nie jest, a karkołomne byłoby tłumaczenie kawałek po kawałku dlaczego nie jest tym lub tamtym.

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 22.09.2018 09:54 /
Bociak - Profil - user - 100% - 6200
gerwant IV

czytalo sie bardzo płynnie, wiec to jest problem dla komentującego, bo nie wiem co napisać. xD cieszy mnie fakers gerwanta, historia z karczmą, władkiem, celą i królem. napisane tak ze przeczytalem i tyle. a tego chyba oczekuje sie od lit rozrywkowej.

kakashi zapowiada fajny multiwerse

Wiadomość doklejona:
<be> gerwant V </be>

nie ma co ko,mentowac. wiedziales co cxciales osiaGnąć i osiąGnąłeś. rozpisywanie na punkty nie ma sensu.



----- Podpis --------------------
-
Dodane: 17.10.2018 21:38 /
kordos - Profil - systemadmin - max% - 65518
Widzę Bociek ze cie zranił mój poprzedni komentarz. [placze]
Dobre, wrzucam kolejną część, już szóstą, chociaż przyznam, że tak małe zainteresowanie nie przekłada się na jakąś motywację w proście twórczym, więc nie wiem, czy razaz tego nie odloze na półkę i nie zacznę pisać czegoś innego.
Wiedźmin VI

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 03.11.2018 22:56 - Edytowane przez Bociak /
Bociak - Profil - user - 100% - 6200
Rozdział szósty wersety 10-28

>juz nie jestem tym kim byłem, a tylko wydaje mi sie, ze bylem tym kim jestem

calkiem okej wymiana joke'ow, bo szybka. tyton tez dobrze żałosny zart
krotkie podrozdzialy nadające dynamiki

U Thora zmiana wyraznie na plus poprzez zawirowania wymiarowe.
https://www.youtu...wvPgVndR-I

Tyrion dobrze kontrastuje wczesniejszo-czapkowe dylematy Gerwanta o to gdzie jest i kim jest.

>Sam, byłem w piekle, Przeżyłem... cholera, dobrze wiesz co przeslismy

Ja nie wiem co przeszli po piątym sezonie, ale dobrze,  że trafili dla odpoczynku do wymiaru z lepszym scenariuszem.

>-jak mam na imie?!
- pewnie rymuje sie z zamknij gębe i k**tas.

Godne riposty ricky'ego z trailer park boys

>-wyglądam jak blazen
- czyli nie bedziesz rzucal sie w oczy

I teraz punkt główny chapka, a takze pewne przedłuzenie uwag odnosnie sowizdrzalow i schizo-postow, co połącze z wdziękiem dziewki króla Tajgaru

>Padłeś ofiarą fanów. Wykorzystali cię, by dac upust swojej wątpliwej kreatywności i jeszcze bardziej wątpliwemu talentowi [...]
nieszczęsny fan, który spolodził historie o Gerwancie z Rybli i puscil ją w obieg, mieszka wlasnie tutaj. [..] w jakiegos powodu oberwałes jego fanfikiem

Punktem łączącym jest sytuacja absurdalna. Wyraża się ona niekiedy po kafkowsku, ale potrafi miec znamiona sowizdrzalskie, vonegutowe. ciężka sytuacja, niezrozumiała przyczyna bądz praprzyczyna, która konstruuje świat bądz samą sytuacje bohaterów, może odciskać się na świecie tragicznie, ale uważam, że znacznie częściej w postaci farsy, jeżeli patrzeć z perspektywy zewnętrznej. I tu mamy zawirowania wymiarowe, które są powodowane przez fanfiko-twórce z neta, i z drugiej cierpiącego przez to Gerwanta, ale wstawionego (hehe) w sytuacje, która się dłuży, a wyjścia z niej przybliżają się po to by stwarzać kolejne "wyjścia" tak jak...

... sytuacja Yossariana z "Paragrafu 22" Hellera. Trafił do obozu lotników z łapanki cywilów, jeden z paragrafów gwarantuje mu, że po 40 lotach MOŻE wrócić do kraju. Jednak paragraf 22 mówi, iż MUSI zawsze słuchać przełożonych eskadry. Stąd lotów przybywa do 50-iluś, w międzyczasie kiedy udając chorego psychicznie, ma nadzieję, że uznany za chorego zostanie wysłany do domu na bazie jednego paragrafu, to paragraf 22 powiadamia, że jeżeli zgłasza, że jest wariatem, to jest zdrowy na umysle.

[KŁOTE]Był więc tylko jeden kruczek - paragraf 22 - który stwierdzał, że troska o własne życie w obliczu realnego i bezposredniego zagrozenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr byl wariatem i mogl byc zwolniony z lotow. Wystarczylo, zeby o to poprosil, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał dalej latać i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać. [/Kłote]

Stąd tak jak Gerwant musi zmieniać fryzure i swoje zachowanie wskutek absurdalnego "prawa wymiarowego", tak Yossarian upodabnia się do chorego. A obóz w tym czasie urządza defilady wojskowe, jeden z majorów posądza majora Majora Majora (długa historia...) o bycie komunistą, przez co rozpoczyna krucjate lojalności, kończącą się wyścigiem zbrojeń na podpisy wierności Bogu i Ameryce z innymi majorami. Które zbierane są kilkakrotnie dziennie. A to przez wybryki władzo-lubnych, często nie do konca świadomych przełożonych. W przypadku fanfika mamy pióro-luba, nie wiedzącego, że wymyślając durne prawa tworzy aburd. Tak jak majorowie.

-jak mam na imie?!
- pewnie rymuje sie z zamknij gębe i k**tas

Umoczyłeś się w campie, a ujawniły się syntetycznie wątki aburdalne, więc pojawiła się nowa jakość. Jak widzisz opłaciło się "pochylić nad materjo".

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 04.11.2018 22:28 - Edytowane przez kordos /
kordos - Profil - systemadmin - max% - 65518
Bociak napisał/a:
Rozdział szósty wersety 10-28

>juz nie jestem tym kim byłem, a tylko wydaje mi sie, ze bylem tym kim jestem

calkiem okej wymiana joke'ow, bo szybka. tyton tez dobrze żałosny zart
krotkie podrozdzialy nadające dynamiki


Dobrze żałosny żart i już nie wiem czy to pochwała czy przygana. xD Wgl geneza przekrecenia imienia Tyriona jest taka, że właśnie w ten sposób mi je poprawia autokorekta i postanowiłem się nią zainspirować i to wykorzystać. Takim sposobem narzędzie wpłynęło na treść.
Podrozdzialy krótkie i dynamiczne, bo chcę te historię pchać juz do przodu, ale z jednej strony niekoniecznie w wir akcji - akcja będzie a owszem, ale szwendanie się po świecie czy epizody zagubienia tożsamości to clou tej historii. Przynajmniej połowy tej historii, bo druga, ta retrospektywna, skupia sie na innych elementach ale też koniec końców będzie musiała zostać zebrana do kupy w tych swoich wykluczajacych się elementach.

U Thora zmiana wyraznie na plus poprzez zawirowania wymiarowe.
https://www.youtu...

Do tego Thora też to nawiązywało. :d

Punktem łączącym jest sytuacja absurdalna. Wyraża się ona niekiedy po kafkowsku, ale potrafi miec znamiona sowizdrzalskie, vonegutowe. ciężka sytuacja, niezrozumiała przyczyna bądz praprzyczyna, która konstruuje świat bądz samą sytuacje bohaterów, może odciskać się na świecie tragicznie, ale uważam, że znacznie częściej w postaci farsy, jeżeli patrzeć z perspektywy zewnętrznej. I tu mamy zawirowania wymiarowe, które są powodowane przez fanfiko-twórce z neta, i z drugiej cierpiącego przez to Gerwanta, ale wstawionego (hehe) w sytuacje, która się dłuży, a wyjścia z niej przybliżają się po to by stwarzać kolejne "wyjścia" tak jak...


Kafka jest zawsze dla mnie wzorem. Genialne, subtelne oddanie absurdu i zasugerowała senna rzeczywistość w Procesie, jest czymś, co zawsze - choćby epizodycznie - staram sie zaakcentowac. Podobnym wzorem jest lekka niedorzecznośc rzeczywistości jaką występuje w Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa, gdzie mamy i chorych psychicznie i postaci religijne, i fantastyczne i sceny żywcem wyjęte z Dnia Świra (a raczej to Koterski wyjął je z Mistrza i Małgorzaty, jestem pewien, że tak sie tam gdzieś za Adasiem Miauczynskim czail podstępny Diabeł i ukazywał te wszystkie absurdy).
Podobnie można nawiązać do idei formy z Ferdydurke bo to [trochę spoiler] właśnie gnębi postaci które się pojawiają w naszym świecie. Tylko, że problem jest odwrócony, bo to nie konkrkonkretny człowiek jest włączany w konkretną formę stanowiąca nadbudowe jakiejś idei, ale taka idea Thora się ucielesnia i ma problem, bo sie okazuje że każdy ja odbiera inaczej i nie może sobie jednej firmy wybrać, co ja doprowadza do obłędu. [/koniec trochę spoilera]
...swoja drogą najbardziej mi to przypomina sytuację Bogów z Amerykańskich Bogów Gaimana, ale to całkiem przypadkowo, bo najpierw zacząłem pisać tego Dicka a potem czytać te książkę.

Stąd tak jak Gerwant musi zmieniać fryzure i swoje zachowanie wskutek absurdalnego "prawa wymiarowego", tak Yossarian upodabnia się do chorego. A obóz w tym czasie urządza defilady wojskowe, jeden z majorów posądza majora Majora Majora (długa historia...) o bycie komunistą, przez co rozpoczyna krucjate lojalności, kończącą się wyścigiem zbrojeń na podpisy wierności Bogu i Ameryce z innymi majorami. Które zbierane są kilkakrotnie dziennie. A to przez wybryki władzo-lubnych, często nie do konca świadomych przełożonych. W przypadku fanfika mamy pióro-luba, nie wiedzącego, że wymyślając durne prawa tworzy aburd. Tak jak majorowie.

Ten piorolub dostał siłę jakiej chciał Ko rad w dziadach, ma nic tworzenia i niszczenia światów, ale robi to zupełnie przy okazji i przypadkiem. W ogóle zawsze odkąd pamiętam kupiła mnie taka myśl że co by było gdyby wszystko co sobie wyobrażamy było prawdziwe tylko na jakiejś innej płaszczyźnie j i w tym fikcji mamy lizniety ten temat.

-jak mam na imie?!
- pewnie rymuje sie z zamknij gębe i k**tas

Umoczyłeś się w campie, a ujawniły się syntetycznie wątki aburdalne, więc pojawiła się nowa jakość. Jak widzisz opłaciło się "pochylić nad materjo".

Dla mnie to bardzo Tyrionowy żart. Oczywiście że taki kierunek obrał tam chapek pod wpływem twoich sugestii. W ogóle ten fick jest chyba najbardziej podatny na sugestie moim tworem, właśnie chyba dlatego ze sama fabuła zakłada to że odbiorca tworzy rzeczywistosc na jakimś tam wymiarze. xD
Dziwi mnie za to że w tej paradzie absurdu nie zwróciłem uwagi na Jacka Sparrowa który zarabia na zycue udajac samego siebie ale malo zarabia bo słabo udaje. XDD

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 11.11.2018 06:14 /
Bociak - Profil - user - 100% - 6200
>niekoniecznie w wir akcji - akcja będzie a owszem, ale szwendanie się po świecie czy epizody zagubienia tożsamości to clou tej historii.

nic wielkieGo nie musi sie dziac, ale dialoGi i boHaterowie moGą sprawiac ze cos sie dzieje.

Z Gej-Manem mam ten problem, że trafiałem na nieGo przy okazji serialiku amerykanscy boGowie albo filmu "jakies tam zwierciadlo czy lustro". Mase cGI, mase Haseł jak na tablice jakiejś ciotki na fejsbuuku. W kazdym razie widzialem ze ci BoGowie musieli sie przeobrażać, były przeciez nowe czasy i nowe kulty i musieli sie przeobrażać. Albo jeśli nie to nawet umierali.

----- Podpis --------------------
-
Dodane: 11.11.2018 15:49 /
kordos - Profil - systemadmin - max% - 65518
Książki przeczytałem tylko sto parę stron i dołożyłem ja półkę w syndromie setnej strony, ale w książce to było bardziej skomplikowane. Bogowie mieli różne swoje odpowiedniki tj. była taka bogini Kali w Indiach, ale wraz z pojawieniem sie jej wyznawców w Ameryce (i jakimś tam zmianom jakie w nich zaszły? nie jestem pewien) powstała druga bogini Kali w Ameryce.
I inne różne niuanse na nich wpływały.

Tymczasem:
Wiedźmin VII

Szczerze mówiąc już bym chciał to zakonczyc, ale nie ma sposobu, by przyspieszyć zaplanowaną akcję.
Mam pomysł na shonena, zastanawiam sie czy nie przerwać tego ficka i nie zacząć to realizować, a wiedźmina przerwać, ale wiem ze gdy to przerwę to.ciezko będzie wrócić. :|

----- Podpis --------------------
-
Musisz być zalogowany, aby móc dodawać posty na forum.
Linki sponsorowane: Kosmiczni.pl - Gra inspirowana mangą Dragon Ball | Epic Kingdoms | Shinobi World | Comper Games | DB Kai Online Inferno - Gra online Dragon Ball | GoteiArena.com - Gra inspirowana mangą Bleach
Polecamy